09.2016

TEMATY  FILMOWE

Barbara Kaźmierczak

Czy warto wracać do Austen

            Można by sądzić, że w temacie „Jane Austen” nie czeka nas już nic nowego, a tym bardziej nic zaskakującego. Co było napisane, zostało wydane, co wydane – przeczytane, co miało zostać zekranizowane, przeniesiono na ekran i to po wielekroć, czasem nawet – jak „Dumę i uprzedzenie” – po  kilkanaście razy. Co miała wznowić telewizja – wznawia od lat bez ograniczeń w różnych kanałach na całym świecie. No i dodatkowo chyba wszystkie ekranizacje powieści XVIII-wiecznej angielskiej pisarki są dostępne w każdej chwili na kasetach. Największy międzynarodowy rozgłos zyskała mistrzowska ekranizacja „Rozważnej i romantycznej” z 1995 roku w reżyserii Anga Lee, Chińczyka z Tajwanu, z Kate Winslet i Emmą Thompson w rolach głównych. W tym samym roku odnotowano też wielki sukces telewizyjnej wersji „Dumy i uprzedzenia” z Colinem Firthem.
Jane Austen (1775-1817) jest od wielu lat brytyjskim dobrem narodowym. W kręgu czytelniczym Austenmania istnieje już drugie stulecie, brytyjskie towarzystwo czytelników książek Jane Austen ma swoje filie w Stanach, w Kanadzie i w Australii. Szlakiem Austen organizowane są wycieczki i zloty fanów.

Od lat nie kończy się także moda kina anglosaskiego na Jane Austen. To także coś w rodzaju Austenmanii. Do nas ta moda, zarówno czytelnicza, jak i kinowa, dotarła na szczęście bez komercyjnych dodatków w postaci „dalszych ciągów”, które uporczywie dopisuje niejaka Emma Tennant. Podobno mało utalentowana, za to wyposażona w wyróżniające się talenty reklamiarskie. Najpierw dopisała dalsze losy sióstr z „Dumy i uprzedzenia” pod tytułem „Pemberley” (nazwa majątku), potem – po ogromnym filmowym sukcesie „Rozważnej i romantycznej” – wyprodukowała powieść „Elinor i Marianne”, a po „Emmie” – „Zakochaną Emmę”.
Jak można się spodziewać „dalsze ciągi” interesują głównie telewizję. Nic dziwnego, skoro Jane Austen napisała tylko sześć powieści! Mogła zapewne napisać ich więcej, ale w jej życiorysie jest dziwna przerwa w latach 1804-1811. Siedem lat pisarskiej bezczynności. Dlaczego – nie wie nikt.
Córka wiejskiego pastora pędziła nieciekawe życie w majątku brata, skąd odwiedzała miasteczka południowej Anglii. Pisarze tamtej epoki dziwnie traktowali swoją twórczość. Wszystkie powieści Jane Austen ukazały się anonimowo, dopiero w 1818 roku, więc już w pośmiertnie wydanym „Opactwie Northanger” znalazła się krótka notka biograficzna z jej nazwiskiem.

Ale oto mamy na ekranach kolejną ekranizację, tym razem autorstwa Whita Stillmana, cenionego scenarzysty i twórcy kina niezależnego, pt. „Przyjaźń czy kochanie” przygotowaną na motywach wczesnej powieści Austen pt. „Lady Susan”. Stillman wziął się za utwór napisany w formie powieści epistolarnej, w dodatku niedokończonej. I trzeba powiedzieć, że świetnie sobie z nią poradził. Ta pełna intryg historia miłosna rozgrywająca się w salonach XVIII-wiecznej Anglii o zabiegach pięknej wdowy polującej na dobrą partię dla siebie i córki, w filmowej wersji ma lekkość, wdzięk i humor. No i sporo celnych obserwacji obyczajowych, nawet o zacięciu satyrycznym.

Podobnie jak poprzednie ekranizacje, jest wzorcowym widowiskiem kostiumowym, starannie opracowanym w każdym szczególe, wiernym epoce, a przy tym zrozumiałym także dziś mimo rygorystycznie przestrzeganej konwencji mowy i zachowania bohaterów na ekranie.
Co sprawia, że te dawne powieści, wygrzebywane po kolei z lamusa literatury niczym starożytne wykopaliska, nadal żyją, cieszą i inspirują twórców różnych części świata? Czy są aż tak uniwersalne?

W opisie pisarstwa Jane Austen bardzo ważne jest rzadko dziś używane słowo – powściągliwość. Należy przez to rozumieć jej samoświadomość. Austen pisała tylko o tym, co znała najlepiej – o sercowych i majątkowych kłopotach ludzi ze swojej sfery, czyli klasy średniej. Nie opiewała silnych namiętności, swoich powściągliwych w wyrażaniu uczuć bohaterów przedstawiała wiarygodnie i z humorem. Z dobrodusznością malowała postaci mało sympatyczne. Jej ironiczny dystans do takich bohaterów jest ledwo wyczuwalny, ale zawsze obecny.

Okazuje się, że tylko tyle wystarczy, abyśmy także dzisiaj przeglądali się w tej komedii ludzkiej, odkrywając w jej konwencjonalnych perypetiach głęboką prawdę o sobie – o ludziach naszego, jakże odległego od czasów Jane Austen wieku. Jak to się dzieje – pozostanie nigdy nie odkrytą tajemnicą geniuszu.

Czy warto wracać do Austen
Czy warto wracać do Austen
Czy warto wracać do Austen
Czy warto wracać do Austen
Czy warto wracać do Austen
Czy warto wracać do Austen
Czy warto wracać do Austen