09.2016

Wiesława Wierzchowska

Tarcza Achillesa

Zuzanko, mam dla ciebie zagadkę – zapowiedziała babcia.

‒ Bardzo trudną?

‒ Dosyć trudną. Chcesz zgadywać?

‒ Pewnie. Jak zgadnę to dostanę nagrodę?

‒ Kupię ci książeczkę jaką będziesz chciała.

‒ Może być droga? Bardzo by mi się przydał dobry atlas.

‒ Może być. Najpierw powiedz jednak czy pamiętasz jak ci opowiadałam o wojnie trojańskiej?

‒ Pamiętam, to ta wojna, która zaczęła się od jabłka, potem były straszne bitwy o zdobycie Troi a na końcu zwyciężył koń.

‒ Może to skrót trochę zbyt lakoniczny. Ale tak, pod Troją toczyły się ciężkie bitwy. W jednej z nich wielki bohater Achilles stracił swoją zbroję, którą pożyczył jego przyjaciel Patroklos do walki z trojańskim bohaterem Hektorem. Hektor zwyciężył, zabił Patroklosa i zdarł z niego zbroję Achillesa. Achilles gorąco pragnął pomścić przyjaciela, ale nie miał zbroi. W tamtych czasach rycerze walczyli w bardzo ciężkich zbrojach z brązu, robionych specjalnie na miarę. Achillesowi potrzebna była jak najszybciej, poprosił więc swoją matkę, morską boginię Tetydę, aby mu pomogła. Tetyda natychmiast poleciała na górę Olimp i poprosiła jednego z bogów, aby zrobił dla jej syna pancerz, hełm, nagolenniki i tarczę Bóg spełnił prośbę Tetydy. W ciągu jednej nocy sporządził niezwykłą zbroję. Szczególnie wspaniała była tarcza. Wiemy o tym od genialnego poety Homera, który w opowieści o wojnie trojańskiej dokładnie tę tarczę opisał. Posłuchaj:

„Najpierw wykuwać rozpoczął tarczę ogromną i mocną,
całą kunsztownie zdobioną. W krąg rzucił otok świetlisty –
iskrzył się trzema kręgami – i w uchwyt srebrny opatrzył.
Pięć było warstw na tej tarczy. Na każdej z nich po kolei
wiele mistrz wzorów wykonał właściwych swemu kunsztowi.
Najpierw wyobrażenie dał ziemi, nieba i morza,
niezmordowane w wędrówce słońce i pełnię księżyca,
wszystkie planety i gwiazdy wieńczące nieba otchłanie….
Potem wyrzeźbił dwa miasta dla mową władnących ludzi,
piękne. W jednym z nich szykują ucztę i gody weselne…
W koło zaś miasta drugiego dwa wrogie wojska leżały
połyskujące zbrojami. Dwojaką uchwałę powzięły:
albo gród zburzą, lub na pół wszystkie bogactwa podzielą
Jakie się wewnątrz znajdują w tym mieście pięknie wzniesionym.
Lecz nie ulegli obrońcy i zbrojnie na nich czyhali...”
(Homer „Iliada” pieśń jedenasta tłumaczyła Kazimiera Jeżewska)

 

‒ potem była bitwa a dalej wielkie pole, gdzie na początku orano wołami, następnie dojrzewały w słońcu łany zboża, a na końcu przedstawił żniwa. Znalazła się też na tarczy winnica i łąka ze stadem owiec, wspaniałe woły ze złota atakowane przez lwy, bronione przez pasterzy, i taneczny korowód. Na zakończenie wyrzeźbił „potężny prąd Okeana, który biegł wokoło otoku tarczy kunsztownie zrobionej”.

A teraz zagadka: który z bogów tę niezwykłą tarczę wykonał?

‒ Jasne, że wiem. Ten sam, co zrobił te wszystkie roboty!

‒ Co ty mówisz, jakie roboty?!

‒ No przecież byki dla tego króla, co miał złotą skórę, które można było wyłączyć, i te zwierzęta, które mogły odejść jeśli ich nie przywiązano – to musiały być roboty! Ale zapomniałam, jak się ten bóg nazywał…

‒ Brawo Zuzanko, wygrałaś, jutro pójdziemy do księgarni. A bóg nazywał się Hefajstos i był nie tylko znakomitym rzeźbiarzem, ale także wybitnym inżynierem – wynalazcą. To ci jeszcze raz zacytuję Homera mówiącego przy jakiej robocie zastała Hefajstosa bogini Tetyda. Posłuchaj:

„…Skończył wykuwać dwadzieścia całych trójnogów,
które stać miały w komnacie pięknej, kunsztownie sklepionej.
Właśnie w tej chwili przytwierdzał każdej z nóg kółka złote.
Gdyż te trójnogi na bogów zebrania toczyć się miały
mocą swą własną i potem do domu wracać…”
(Homer „Iliada” pieśń jedenasta tłumaczyła Kazimiera Jeżewska)

 

Chyba rzeczywiście można te trójnogi też nazwać robotami.
‒ Babciu, skąd ten Hefajstos znalazł się na Olimpie?

‒ Po prostu był synem najważniejszych z bogów: Zeusa i Hery. Miał na Olimpie piękny pałac, który sam sobie zaprojektował i wykonał. Nadzorował też wiele kuźni umieszczonych zwykle w kraterach wulkanów. Pracowali w nich Tytani i ludzie, którzy uczyli się wytwarzać narzędzia z brązu zamiast z kamienia.

‒ Ten Hefajstos musiał być bardzo mądry i bardzo silny.

‒ Mądry był niezwykle, nie był jednak zbyt silny, gdyż był kulawy. Miał połamane nogi, które źle się pozrastały.

‒ Miał wypadek?

‒ Nie. Naraził się rodzicom podczas jakiejś kłótni i został wyrzucony z Olimpu w przepaść. Rzut był tak silny, że Hefajstos uderzył w kamienie aż nad brzegiem morza. Złamał obie nogi.

Byłby tam umarł jednak na szczęście, przepływały obok boginie morskie Tetyda i Eurynome. Zabrały Hefajstosa do pałacu Tetydy i długo leczyły, on zaś robił dla nich i dla innych nimf morskich piękną biżuterię. Spędził tam dziesięć lat i nikt nie wiedział, co się z nim stało. Zeus, kiedy uspokoił się po kłótni, bardzo żałował syna, toteż ogromnie się ucieszył, kiedy podczas wizyty na Eubei stary rybak powiedział władcy bogów, że widział Hefajstosa pływającego razem z boginią Tetydą w morzu przy brzegu wyspy. Zeus natychmiast posłał swojego gońca, boga Hermesa do Tetydy i poprosił, żeby Hefajstos wrócił na Olimp. Ponieważ chciał mu wynagrodzić krzywdę – dał mu za żonę boginię piękności i miłości Afrodytę. Hefajstos stał się jednym z najważniejszych bogów. Nigdy jednak nie lubił Olimpu i wolał przebywać z ludźmi niż z bogami. Nie zapomniał jednak, że Tetyda uratowała mu życie i zawsze robił wszystko, o co go poprosiła.

‒ Teraz rozumiem dlaczego dla jej syna zrobił tak wspaniałą tarczę! To był chyba najlepszy z bogów!