grudzień 2009

 
 
 

Od redaktora

Ostatnie grudniowe dni i styczeń to czas na podsumowania mijającego roku. Najgorszy był globalny kryzys, który zachwiał poczucie bezpieczeństwa najbogatsze kraje i boleśnie dotknął biedne. Przyjrzyjmy się jednak bliżej temu, co nas martwiło, wywoływało złość i cieszyło na naszym, krajowym "podwórku". Na pierwszym miejscu postawiłabym równorzędnie takie problemy, jak funkcjonowanie naszej służby zdrowia, bezrobocie oraz tworzenie i funkcjonowanie naszego prawa. Co dzieje się z dostępem do lekarza specjalisty, wykonaniem specjalistycznego badania, operacji, dostępem do leku na  choroby, których postęp można zatrzymać specyfikami skąpo racjonowanymi przez NFZ, takich chociażby, jak nowotwory czy stwardnienie rozsiane - wiedzą wszyscy. Bardzo długo trzeba czekać na rehabilitację, która pozwala przywrócić sprawność, a przynajmniej zatrzymać postęp wielu chorób. W Warszawie i chyba na całym Mazowszu, a także w całym kraju, dopłaty do rehabilitacji w 2009 roku otrzymały z PFRON tylko dzieci!

Bezrobociu osób z niepełnosprawnością był poświęcony cały numer wrześniowy naszego magazynu, więc można dodać tylko tyle, że jest coraz gorzej. Jeśli zaś chodzi o prawo i jego funkcjonowanie to w minionym roku zetknęłam się z bardzo znaczącym dowodem na to, że nie znamy go i dlatego z niego nie korzystamy, mimo iż bardzo by nam pomogło w poważnych życiowych problemach. Dlaczego mielibyśmy je znać skoro nawet urzędnicy, którzy codziennie z prawem mają do czynienia, też go nie znają?  Kto np. wie, że osoba, która mimo dwóch negatywnych orzeczeń komisji, pracy podjąć nie jest w stanie, dlatego nie rejestruje się w urzędzie pracy, a więc nie ma prawa do świadczeń zdrowotnych NFZ,  odwołując się od tych decyzji do sądu pracy, ma prawo korzystać z bezpłatnej opieki służby zdrowia aż do terminu rozprawy wyznaczonego przez sąd! Znam niezdolnego do pracy młodego mężczyznę, który dzięki wiedzy i życzliwości pracownika socjalnego w przychodni, z której korzystał czasami w okresie kiedy miał jeszcze prawo do tych świadczeń, mógł zgłosić się do szpitala, gdzie zrobiono mu konieczne badania, a następnie podjąć leczenie w innym szpitalu specjalistycznym. O takiej możliwości nie poinformowano  jego i rodziny w Ośrodku Pomocy Społecznej, bo nikt tam o takiej możliwości nie wiedział! A kto wie, że jeśli bank dawał osobie będącej na rencie - szczególnie ze zdiagnozowaną chorobą psychiczną - wysokie pożyczki i kredyty przekraczające wysokość nie kilku, ale kilkudziesięciu rent, może przegrać na korzyść dłużnika sprawę w sądzie? Sąd bowiem może uznać, że długi powstały z winy banku, który nie sprawdził możliwości spłaty długu z lawinowo narastającymi odsetkami. Oczywiście, by wygrać taką sprawę, trzeba mieć dobrego adwokata. Czasem można takich prawników bez opłat znaleźć w organizacjach non profit.

Dlaczego treść ważnych ustaw nie dociera do Polaków w skondensowanej, napisanej prostym językiem, a nie prawniczym żargonem? Jest to możliwe, o czym przekonałam się przed dwoma laty. Na spotkaniu czterech realizujących międzynarodowy program przedstawicieli organizacji, dotyczący aktywizacji osób z niepełnosprawnością, dostałam od przedstawicieli Irlandii książeczkę w języku polskim. Polacy, również osoby z niepełnosprawnością, dowiadywali się z niej jakie przysługują im prawa w czasie legalnego pobytu w Irlandii. Czekamy też latami na zmianę złego prawa, jego uaktualnienie. Sponsoring na przykład, o którym marzą organizacje pozarządowe i osoby fizyczne, jest obwarowany wieloma przepisami prawnymi, niekorzystnymi dla obdarowanego i darczyńców. Większości Polakom nie podobają się ujawniane korupcyjne, kumoterskie działania polityków. Dlaczego nie ma u nas przyzwoitej ustawy o lobbingu, która by znacznie ograniczyła nielegalne działania w tym zakresie, a więc kumoterstwo i korupcję - tajemne metody osiągnięcia korzyści z legalnych działań? Od kiedy istnieje świat każdy kto coś robi, produkuje, tworzy - czy jest to dobre czy złe ze społecznego punktu widzenia - chce czerpać z tego zyski. I dlaczego często  zmienia się złe prawo zamiast uchwalić nowe?

Co mnie jeszcze złościło, zresztą nie tylko w ubiegłym roku? Telemarketing, ulotki w skrzynce pocztowej, a już szczególnie pod drzwiami mieszkania. Nie ma tygodnia bez telefonów, w których panie miłym głosem nie namawiałaby mnie do zmiany taryfy lub operatora telefonu stacjonarnego, komórkowego, łącza internetowego, zapraszały na pokaz „nowego, rewelacyjnego produktu”. Złoszczą mnie ulotki zapraszające na pizzę, namawiające do zmiany okien lub już zmienionych drzwi co widać gołym okiem. Leżą te śmieci pod drzwiami, czasem nawet zawieszane są na klamce, zupełnie jakby robiono to na zlecenie złodzieji, dla których zaleganie tych śmieci pod drzwiami a czasem na klamce, to znakomity sygnał, że można „złożyć wizytę” nieobecnemu właścicielowi mieszkania. Chyba że uprzątnie to dobry sąsiad lub uczciwie pracujący gospodarz domu... Złoszczą mnie nowe europejskie skrzynki, do których można wrzucić każdy śmieć, a co gorsze, każdy list wyjąć bez większego trudu. W moim blokowisku można też jednym kluczykiem otworzyć kilka skrzynek sąsiadów!

Złość wywołują pomyłki mające znaczący wpływ na nasze codzienne bytowanie. Przykłady? Nieuważny urzędnik sprawił, że wyłączono mi telefon, a w innym przypadku grożono windykatorem, a nawet sądem za to, że nie zapłaciłam za pakiet telewizyjny. Musiałam udowadniać tracąc czas i nerwy, także pieniądze, że bank nie przelał wierzycielowi z mojego konta środków, bo po prostu firma wierzyciela "zapomniała" o tym, że płacę od dawna z banku poleceniem zapłaty i nie przesłała do mojego banku odpowiedniego sygnału.

Mało było niestety zdarzeń i działań, które mnie cieszyły w minionym roku. Cieszyłaby mnie bardzo zmiana na znacznie wyższą wysokości kary za zajmowanie miejsc parkingowych ON, bo teraz rzadziej ktoś nieupoważniony je zajmuje. Niestety, nie przybywa tych miejsc, wręcz odwrotnie. W Warszawie ubyło ich w dniu, w którym budki z pracownikami obsługującymi parking pod PKiN na Placu Defilad zastąpiono automatami. Każdy musi płacić za parking, bo automaty, które zastąpiły człowieka nie podnoszą szlabanu, nie chowają kolców na widok Europejskiej Karty Parkingowej z sylwetką człowieka na wózku inwalidzkim...

Ale to nie znaczy, że  w ogóle w 2009 brak było czegoś co cieszy bez zastrzeżeń. Na pierwszym miejscu stawiam zmiany w publicznych bibliotekach. Ostatnie 2 lata były dla tych bibliotek okresem obfitości środków. Można już interesujące nas tytuły zamawiać przez Internet w każdej bibliotece mojej dzielnicy i w innych dzielnicach Warszawy. Wszystkie bowiem zostały zinformatyzowane, łączy je centralny katalog. Jeśli poszukiwanej książki nie ma w tej bibliotece, z której korzystam najczęściej, znajduję ją na ogół w innej. Nie trzeba samemu udać się do biblioteki lecz prosić o to kogoś z bliskich, lub po prostu dobrego sąsiada, dając mu swoją legitymację podobną do karty bankomatowej. Z docierających informacje z kraju wynika, że dzięki różnym projektom polskim i zagranicznym, podobnie zaczęło działać wiele bibliotek w innych miastach, w małych miejscowościach, w głębokim terenie. Można korzystać już bezpłatnie z komputera podłączonego do Internetu, przyjść na spotkanie z pisarzem, lub innym ciekawym człowiekiem. To jeden z ważniejszych impulsów wspomagających edukację Polaków. Wprawdzie z badań Instytutu Książki i Czytelnictwa BN wynika, że w ciągu ostatnich dwu lat poziom czytelnictwa w Polsce spadł o 12 procent, ale tłumaczy się to tym, że ludzie zamożni, kupujący książki, nie biorą już udziału w tych badaniach. Z bibliotek w 2008 korzystało 40% Polaków. Rodzi się nadzieja, że dzięki innowacjom w bibliotekach ruszymy z czytelnictwem, a więc i z edukacją społeczeństwa. Niech się więc nam one rozwijają.

Cieszył też coraz wyższy poziom polskich filmów, mówiących zarówno o powojennej przeszłości, jak i teraźniejszości.

Zapraszam do lektury książek, których tytuły można znaleźć również w archiwalnych numerach DP, namawiam na pójście do kina na dobry film lub obejrzenia go w domu na dvd. Zapraszam też w kolejną podróż wirtualną, tym razem do Peru, którą można odbyć zaglądając do naszej rozrastającej się Galerii.