Spis treści
 
Notatnik kulturalny
 
 
Informacje
 
 
 

Od redaktora

W kwietniu odnotowałam dwa fakty medialne, wprawdzie nie najważniejsze, ale ciekawe. I  dostrzegłam w nich coś, co te fakty odrobiną łączy. Pierwszy - to wejście na nasze ekrany nagrodzonego wieloma nagrodami filmu "Slumdog, Milioner z ulicy" (patrz w menu: "Wiedza drogą nędzy zdobywana) pokazującego życie młodego Hindusa z dzielnicy nędzy w Bombaju, któremu mimo braku wykształcenia udaje się w telewizyjnym, znanym i u nas show MILIONERZY, zdobyć najwyższą wygraną. Skąd znał odpowiedzi? Mimo brutalnego śledztwa policji udaje mu się udowodnić, że podpowiedziało je życie. Media nie tylko pisały o wymowie społecznej filmu i o nagrodach, które zdobył, ale też nagłośniły sprawę dzieci z bombajskich slumsów, które po prostu robiły jako aktorzy to, co robią w codziennym życiu: nurzały się w brudzie, szukały jedzenia, pracowały od wczesnego dzieciństwa, kradły, biły słabszych i byli bici przez silniejszych. Dostały za udział w tym filmie, który już zarobił i pewnie jeszcze zarobi miliony dolarów,  po 2,5 tysiąca dolarów. Dzieci przekazały je rodzinom, by wpłaciły na mieszkania, co pozwoliłoby im i ich bliskim rozpocząć nowe, lepsze życie. Ale ci, którzy mieli im to załatwić, ulotnili się z ogromną, jak na tamtejsze warunki kasą. Tylko film kończy się dobrze dla bohatera, który przy dźwiękach muzyki wraz z ukochaną  odchodzi do szczęśliwego, innego świata...

Drugi medialny fakt, który zwrócił moją uwagę, łączy w pewnym sensie z tym filmem jeden ważny problem: dotyczy on bowiem bezpośrednio problemów osób z niepełnosprawnością, które zaliczane są - według różnych kryteriów, nie tylko ekonomicznych, do tak zwanych grup dyskryminowanych lub marginalizowanych. Nie jest aż tak źle jak "slumdogowi", ale też ciężko i najczęściej bardzo ubogo... Otóż Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, zapowiedział, że będzie realizował projekt pod nazwą "Ogólnopolskie badanie sytuacji, potrzeb i możliwości osób niepełnosprawnych". Będzie on kosztował 4 miliony złotych, z czego 85 proc. to środki z Unii Europejskiej, zaś pozostałe 15 proc. doda PFRON. Media zaczęły się dziwić:  badania za  4 miliony... W odpowiedzi na stronie internetowej PFRON-u pojawił się  komunikat dotyczący projektu, w którym m.in. czytamy:  "Głównym celem projektu jest szczegółowa diagnoza sytuacji osób z ograniczeniem sprawności w kontekście ich aktywności zawodowej i społecznej. Uwaga badaczy skoncentrowana będzie na grupie osób z niepełnosprawnościami sprzężonymi oraz rzadko występującymi. PFRON przeprowadzi badanie pośród 100 tys. osób niepełnosprawnych, docierając do każdego z 379 powiatów w Polsce. Powodem wielkości próby jest konieczność zidentyfikowania i dotarcia do osób z rzadkimi niepełnosprawnościami...
Wyniki badań będą przekazane władzom wszystkich powiatów jako materiał o charakterze diagnostycznym i źródłowym, co ułatwi tworzenie szczegółowych programów wparcia osób niepełnosprawnych na szczeblu lokalnym".

Okazuje się, że  pomysłodawcom nie chodzi o wiedzę papierową, ale o prawdziwą, jakiej może dostarczyć tylko kontakt z żywymi ludźmi, których będą odwiedzać ankieterzy. Dowiemy się wreszcie czego, gdzie i dlaczego potrzebuje liczące ponad 4,3 mln osób środowisko osób z niepełnosprawnością; wg ostatniego  powszechnego spisu ludności GUS wg. IV kw. 2001r., opublikowany w maju 2002. Inne dane podają ok. 5,5 mln osób, ale milion w tę, czy w inną stronę, tak czy inaczej to bardzo znacząca część naszego społeczeństwa.

Oczywiście, 4 ml zł to suma niewielka w stosunku do potrzeb, w dodatku tylko w drobnej części wydana z polskiej kieszeni; na jednego polskiego niepełnosprawnego przypada zaledwie nieco więcej niż złotówka. W dodatku to będzie, jak się dowiadujemy z komunikatu PFRON, spojrzenie "mędrca okiem": "Projekt, którego liderem jest PFRON, realizowany jest w partnerstwie naukowym z zespołem badawczym Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej... Beneficjentami projektu są instytucje prowadzące politykę wsparcia na rzecz osób niepełnosprawnych, a nie bezpośrednio osoby niepełnosprawne. Patrząc z punktu widzenia rezultatu, jakim jest dostarczenie każdemu z powiatów informacji na temat osób niepełnosprawnych i ich opracowania naukowego, jednostkowy koszt badania dla powiatu jest w pełni ekonomicznie uzasadniony".

Można by zrozumieć intencje PFRON, gdyby nie to, że na te i wiele innych pytań wyczerpująco odpowiadają od lat badania prowadzone przez różne placówki naukowe, organizacje, instytucje, a także GUS, publikowane w opasłych tomach, wygłaszane na przeróżnych sympozjach, konferencjach, zamieszczane w Internecie. Można się z nich dowiedzieć, ilu i w jakim są wieku są osoby niepełnosprawne, jakie mają wykształcenie, gdzie jest ich najwięcej, ilu z nich uczy się, pracuje. Są tysiące, setki tysięcy, miliony takich informacji z najróżniejszych lat, miejsc. Są też wydzielone grupy niepełnosprawności, w sieci można znaleźć wiele stron poświęconych rzadkim chorobom, w krótszym czasie znalazłam ich ponad 20. A efekt? Można by powiedzieć, że dobrymi ankietami i badaniami polskie piekło niepełnosprawnych wybrukowane, bo jaki jest koń, każdy widzi...

Na tym można byłoby skończyć ten temat,  kusi mnie jednak, by zadać pomysłodawcom kilka pytań, np. takie:  Jaką możemy mieć pewność, że wśród tych 100 tys. badanych i później objętych priorytetem, znajdzie się przynajmniej kilka tak znakomicie wykształconych osób, jak chociażby znana mi tłumaczka, której przed chorobą  zamykającą ją praktycznie w domu praca wręcz szukała, za pan brat z Internetem, gotowa co pewien czas stawić się osobiście w pracy - nie może jej teraz dostać? Lub tacy, jak nauczycielka j. polskiego,  która ukończyła studia i zrobiła doktorat mimo, iż porusza się na wózku inwalidzkim, ale której szkoły - uzasadniając to w różny sposób - odmawiają pracy? Czy znajdą się wśród badanych na przykład tacy, którzy nie mogą się z mieszkania wydobyć, bo nie są w stanie pokonać pięciu schodków z windy i do windy lub z parteru z kilkoma schodkami przemieścić się na chodnik? Czy będą nim objęci ci, którzy wprawdzie mają rodziny, ale nie mogą na nie liczyć i nie chcą się do tego przyznać, płacąc za prywatną usługę, albo najwyższą  stawkę za społeczną pomoc? Wątpię, bo to będzie nieznacząca ilość, nie licząca się w statystyce! Boję się też wszelkich tego typu wyróżniających i priorytetów.

Może jednak lepiej byłoby próbować zdobyć środku unijne na stworzenie wreszcie dobrego, stabilnego prawa i mechanizmów, które by je wspierały. I na przygotowanie kadry urzędników, zwłaszcza od najniższego szczebla poczynając, których by uczono, jak rozmawiać z ludźmi, szukającymi u nich pomocy, załatwiającymi ich ważne życiowe sprawy, jak patrzyć im w oczy, udawać przynajmniej, że ich one interesują  a nie wpatrywać się w monitor komputera i klikać myszką w karty pasjansa?

Mrzonki? Tak! O warunkach życia bez barier architektonicznych i społecznych, o możliwościach nauki, pracy za płacę adekwatną do możliwości i wykształcenia marzy setki tysiące osób z niepełnosprawnością. Milioner z ulicy też marzył, i wygrał, ale to tylko film. A my trawestując Gałczyńskiego możemy tylko powiedzieć: Bo my Polacy, my lubim badania...

Krystyna Karwicka-Rychlewicz

P.S. Ciekawe od jakiej sumy wykonawcy tego projektu będą płacić podatek. Czy od całych pensji i zleceń (od całych pensji i zleceń płacili podatek np. realizatorzy projektów EQUAL wykonywanych na rzecz osób z marginalizowanych obszarów; 75 % ich zarobków to były środki z UE, 25% z Polski, a teraz próbują te pieniądze - zgodnie z prawem odzyskać) czy też tylko od tych 15% z PFRON?