Spis treści
 
Notatnik kulturalny
 
Galeria (nowość)
 
Informacje
 
 
 

Od redaktora

Jak zwykle na przełomie roku podsumowuje się rok miniony. Nie zabieram głosu na temat wielkiej polityki polskiej i światowej ani  kryzysu, który nie wiadomo, jak długo potrwa i w jakim stopniu dotknie Polskę. O ważnych sprawach dotyczących wszystkich osób z niepełnosprawnością piszą Krystyna Wojakowska-Lewicka i Barbara Banasiuk  Ja natomiast chciałabym zwrócić uwagę na pozornie błahe zdarzenia, które osobiście mnie w tym roku sprawiły sporo kłopotów i które - jak podejrzewam - dotykają niejednego z nas. Jedne udało mi się szybko i bez stresów  rozwiązać, na załatwienie innych musiałam poświęcić sporo czasu i nerwów. Te zdarzenia też utrwaliły moją opinię na temat tego, że znacznie lżejsze byłoby nasze życie,  gdyby urzędnicy, zwłaszcza ci pierwszego, najniższego szczebla, uczciwie  wypełniali przypisane im obowiązki, gdyby nas i naszych spraw nie lekceważyli. Mam nadzieję, że podanie do publicznej wiadomości negatywnych przykładów, bez ukrywania nazw instytucji, skłoni ich szefów do baczniejszego przyglądania się temu, jak pracują podlegli im urzędnicy. I wyciągną też wnioski z opisanych pozytywnych przykładów.

Zacznę od pozytywnego. Wróciłam w czerwcu ze szpitala  po operacji i ledwie weszłam do domu automatyczne biuro obsługi TPSA poinformowało mnie, że nie zapłaciłam rachunku za telefon i Internet za maj i jeśli w ciągu dwóch tygodni nie ureguluję go - zostanie mi wyłączony telefon, co oznacza też odcięcie od sieci. Pierwsze co zrobiłam to natychmiast zadzwoniłam na 9555 i poczekałam na połączenie z konsultantem. Wyjaśniłam, że to jakieś nieporozumienie, bo od lat opłaty przekazuje z mojego  konta bank PKO BP, z którym podpisałam na tę usługę stałe zlecenie. Konto zaś, z całą pewnością nie było puste. PKO BP miało wnosić te opłaty do rachunku za maj włącznie, bo już od czerwcowego rachunku, który przyjdzie w lipcu, będzie to robił inny bank, do którego powoli przenoszę się.  Powiedziałam też konsultantce, że to dla mnie ogromny problem, bo wróciłam ze szpitala i nie mogę co najmniej ze 2 tygodnie poruszać się, pojechać do banku i wyjaśniać tę sprawę. A zrobić tego przez telefon w PKO BP nie da się. Konsultantka powiedziała bym się nie martwiła, bo rozumie moją sytuację i firma sama wyjaśni tę sprawy w banku. Po kilku dniach zadzwoniła inna miła pani z TPSA i powiadomiła mnie, że to rzeczywiście bank nie dotrzymał terminu wypowiedzenia zlecenia i po prostu gorliwie wykasował je już w dniu, w którym odwołałam usługę. TPSA z następnej faktury odpisała naliczone odsetki od niezapłacenia rachunku w terminie, bank nigdy nie raczył mnie przeprosić za te kłopoty. Wkrótce przydarzyła mi się inna przygoda z udziałem tak bardzo często krytykowanej TPSA. Stałe łącze internetowe mam od początku w neostradzie, bo o kablowych nie najlepsze opinie wydawali moi znajomi i sąsiedzi. Ja także miałam nie najlepsze doświadczenia z anteną zbiorczą z UPC i dokupionych pięciu innych polskich stacji naziemnych, niedostarczanych przez antenę zbiorczą; na usunięcie nierzadkich awarii czekałam - po licznych interwencjach telefonicznych i mailowych - ponad tydzień! Bez telewizji można żyć, gorzej, gdy traci się możliwość odesłania wykonanej pracy czy szybki kontakt ze światem. Cena też się liczy. Z neostradą różnie bywało, ale w zasadzie nie najgorzej. Poza tym  w razie kłopotów - mnie, technicznemu laikowi -  zawsze pomagali konsultanci z bezpłatnej infolinii, którzy prowadzili mnie, jak małe dziecko za rączkę, do szczęśliwego usunięcia awarii. Przestało być tak dobrze, gdy z modemu przeszłam na live box, bo chciałam korzystać również w domu z Wi-Fi w notebooku. Łącze zaczęło się zawieszać, konsultanci mówili co i jak mam robić w oprogramowaniu i jakoś udawało się uruchomić je ponownie. Jednak pewnego dnia, kiedy musiałam wysłać pilny artykuł do redakcji z którą stale współpracuję, grzebanie w oprogramowaniu nie pomogło. Konsultant zaczął mi tłumaczyć co i jak muszę sprawdzić w samej skrzynce live boxa. Tego już zrobić nie mogłam, a czas mnie gonił. Zrozpaczona zadzwoniłam do przyjaciela, który nie mógł przyjechać, ale zadzwonił do komórki technicznego wsparcia TPSA, na którą na ogół bardzo narzekamy. Natychmiast oddzwoniono do mnie, wysłuchano i po niespełna godzinie zjawił się przemiły pan Artur, który nie tylko szybko usunął awarię, ale i lepiej skonfigurował dostęp do bezprzewodowego Internetu na moim laptopie. I co najważniejsze, pokazał mi jak sobie samej radzić z często powtarzającym się zawieszeniem bez sięgania do złośliwej skrzyneczki. Dziś te powtarzające się awarie już mnie nie przerażają.

Niestety, inaczej zachowała się inna duża firma, od której zależy nasze codzienne życie STOEN - warszawski monopolistyczny dostawca energii. Też od lat płaciłam rachunki stałym zleceniem z konta PKO BP. I w tym samych terminie co rachunki w TPSA przeniosłam zlecenie do innego banku. I oto pewnego dnia w skrzynce pocztowej znalazłam niezły "pasztet": pismo ze STOENU, że nie zapłaciłam rachunku w terminie za miniony okres i jeśli tego nie uczynię w ciągu dwóch tygodni - wyłączą mi prąd i zamieszczą moje dane na Krajowej Liście Dłużników! Tymczasem  z powodu znanych powszechnie zwyczajów poczty to wezwanie szło do mnie kilkanaście dni i termin miał minąć za 2 dni, w dodatku weekendowe! Zadzwoniłam natychmiast do nowego banku, w którym mogę wszystko załatwić przez Internet lub telefon, by powiedziano mi  dlaczego nie zapłacono skoro mieli już podpisaną przed blisko dwoma miesiącami umowę na tę usługę. Sprawdzono i okazało się, że STOEN wprawdzie przekazał do nowego banku moje polecenie zapłaty  po blisko dwóch miesiącach od zabrania tej usługi z PKO BP, a mimo to nadal tam przesłał rachunek, za którego niezapłacenie tak mnie straszono. Nie bank więc był tym razem winien, ale STOEN. To komuś z tej firmy zawdzięczam, że musiałam godzinami siedzieć przy telefonie, za który to ja płaciłam, pisać maile, czekając kilka dni na odpowiedź, tracić czas i nerwy. STOEN zareagował dopiero wtedy, gdy wysłałam pismo, w którym zagroziłam nagłośnieniem sprawy, a nawet sądem. Sprawę wyjaśniono na moją korzyść o czym łaskawie mnie  zawiadomiono, a także cofnięto bezprawnie naliczoną karę za nieterminowe zapłacenie rachunku. Przeprosin za to straszenie i stratę czasu nigdy nie usłyszałam. Nie wiem czy ktoś został ukarany, a przynajmniej pouczony, by uważniej czytał umowy podpisane w rejonowym oddziale firmy.

Myślę, że takie drobne nieprzyjemności zatruły wiele chwil niejednego z nas. Życzmy więc wszystkim instytucjom, z którymi mamy na co dzień do czynienia, by ich pracownicy przyzwoicie wypełniali swoje obowiązki, nie przyprawiając o stresy interesantów, nie psując swoim firmom opinii. Szczególnie dedykuję te życzenia polskiej poczcie, która po dwóch tygodniach, nie zostawiając ani jednego awiza, odsyła listy polecone informując nadawcę, że adresat jest nieosiągalny, zaś listy z nadrukiem "priorytet" doręcza po tygodniu. Naszym Czytelnikom zaś życzę ciekawych wieczorów z książkami i filmami, które proponujemy w tym numerze. Zapraszam też do odwiedzenia naszej pierwszej GALERII fotograficznej, ukazującej świat z jego pięknem, naturą, ludźmi, zabytkami, historią. Pomysł ten narodził się po obejrzeniu setek zdjęć z Kuby autorstwa Cherubiny Agaty Morskiej, zapalonej podróżniczki, zaprzyjaźnionej z naszą redakcją. Pierwsza GALERIA to okazja do przypomnienia twórczości wybitnego amerykańskiego pisarza - Ernesta Hemingwaya.

Krystyna Karwicka-Rychlewicz