Home
 
 

Od redaktora

Żyjemy w świecie, w którym ogromną rolę odgrywają stereotypy tworzone przez mass media, nie bez powodu nazywane "czwartą władzą". Kształtują one opinie -  zwłaszcza za pośrednictwem telewizji, kolorowych magazynów, tabloidów - że w życiu liczy się przede wszystkim uroda, kasa, partner, piękne mieszkanie, luksusowy samochód. A także takie cechy, jak młodość, która jednak przemija, i różne przedmioty, gadżety, których los może nas jednak pozbawić.

Nie czuję tej władzy, chociaż jestem niewielką wprawdzie, ale od wielu lat cząsteczką tego środowiska. Nawet we wczesnej młodości byłam odporna - jak mi się wydaje - na kształtowane przez media wzorcom. Nie były bowiem nigdy moimi idolami piękne modelki, heroiny srebrnego ekranu, piękni mężczyźni, chociaż, oczywiście, podkochiwałam się w aktorach. Ale chyba trudno nazwać pięknymi chociażby wspaniałego Jacka Woszczerowicza, Gustawa Holubka, Tadeusza Łomnickiego, by wymienić tylko niektórych.Uwielbiałam ich za talent, za te magiczne teatralne wieczory, które przenosiły mnie do innego świata.

Nie jestem na szczęście jedyną, która na przekór kształtowanym przez media wzorcom, od młodości podziwia ludzi nie za wygląd i rzeczy, które posiadają, ale za to co robią, o co w życiu osiągnęli, o co walczą dla siebie i innych. To o nich rozmyślam, szczególnie w trudnych chwilach, kiedy muszę stawiać czoła przeciwnościom losu, być silna mimo tego, co mnie przygniata do ziemi.
O takich właśnie osobach, które mogłabym nazwać swoimi idolami, przeczytacie Drodzy Czytelnicy w tym numerze "Dobrych praktyk".

Mój idol to dziennikarka, którą przed ponad 10 laty posadziła na wózku inwalidzkim choroba  - stwardnienie rozsiane. Iza Odrobińska, która w tym numerze o sobie opowiada Annie Amanowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego - potraktowała swoją chorobę nieomal jak pozytywny impuls życiowy. Tak zresztą nazwała nowy kolorowy magazyn przeznaczony dla osób z SM, który stworzyła i którego pierwszy numer ukazał się na początku kwietnia. Do swoich dziennikarskich umiejętności sprzed choroby dorzuciła niebywałą energię działaczki na rzecz praw do przyzwoitego leczenia i traktowania osób z tą ciężką chorobą w naszym kraju. Nie bardzo wiem skąd tyle w niej siły, by do późnej nocy w Warszawie pracować nad nowym pismem, a następnego dnia zjawić się Brukseli, gdzie  przedstawiała europosłom problemy z jakimi borykają się chorzy z SM. Walczy, bo wie, że  prawidłowo leczeni, przeważnie młodzi ludzie, nie musieliby o wiele za wcześnie zaczynać żyć na "państwowym garnuszku".

Idolem dla nowej autorki magazynu - Basi Banasiuk, kończącej studia amerykanistyczne na UW, którą nagła, tajemnicza choroba przed rokiem posadziła na wózku - jest amerykańska pisarka Lucy Grealy, pozbawiona przez chorobę części twarzy, a tym samym i urody, tak ważnej dla kobiety. Basia twierdzi, że autobiografia Lucy dodaje jej sił w tych najtrudniejszych w życiu chwilach. Wierzę jej, bo mimo wielu miesięcy spędzonych  w szpitalach, niekończących się badaniach, nie porzuciła studiów, kończy, a właściwie już chyba skończyła pisać pracę magisterską, zaczyna myśleć o doktoracie. I o tłumaczeniu książki, oczywiście autobiografii Lucy. Myślę, że jak tak dalej będzie organizowała swoje życie z chorobą, to i ją ktoś uzna za wzór godny naśladowania.

Rozejrzyjcie się drodzy Czytelnicy, kto mógłby być Waszym idolem, i to nie jednym. Nie tymi kreowanymi przez media, ale takimi z którymi moglibyście porównywać swoje siły, zamiary, marzenia. I naśladując ich, próbując dorównać, a nawet osiągnąć więcej - znaleźć w sobie siły psychiczne, które pozwoliłyby Wam "stanąć" na nogi, nawet wtedy, gdy w sensie fizycznym będą one nadal spoczywały na wózku, a Wasz wzrok lub słuch będzie wspomagał Was i służył  tylko dzięki osiągnięciom techniki.
Życzę powodzenia w tych poszukiwaniach.

Krystyna Karwicka-Rychlewicz