Home > Notatnik kulturalny
 
 

Pogmatwane ludzkie losy z magią w tle

Kwietniowe czarownice - Majgull Axelsson, tłum. z j. szwedzkiego Halina Thylwe. Wyd. W.A.B. 2002 r.

Rzadko się zdarza, by jakaś książka przeleżała u mnie na półce nieprzeczytana dłużej, jak kilka miesięcy. Tym razem trwało to prawie trzy lata! Odstraszał mnie od sięgnięcia po nią tytuł, a brak czasu sprawił, że nie zajrzałam na ostatnią stronę, gdzie bywają notki lub nawet fragmenty recenzji. Byłam przekonana, że to coś w rodzaju fantastyki, więc uznałam, że mogę poczekać z jej lekturą na dłuższy urlop. Dlatego dopiero w tym roku, przekonałam się, jak bardzo tytuł mnie zmylił. Chcę teraz zmazać moją winę, bo ta książka zasługuje na to, by ją przeczytać, przemyśleć i wrócić ponownie do niektórych stron.

Przywołam na początek fragment z recenzji zamieszczonej na łamach poczytnego szwedzkiej gazety - "Aftonladet": - W żadnej książce nie znalazłam tak dogłębnej analizy bezdomności, wolności oraz nieufności odczuwanej przez ludzi awansujących w hierarchii społecznej. Nigdy również nie czytałam tak dokładnej charakterystyki represyjnej władzy.

Jej bohaterką, tytułową kwietniową czarownicą (wyjaśnienie tego, co według wierzeń ludowych kryje się pod tym pojęciem znajduje się w książce) jest Desiree, pensjonariuszka domu opieki, całe życie przykuta do łóżka. Urodziła się wówczas, gdy panował zwyczaj, że niepełnosprawnego dziecka nie zostawia się w rodzinie, wstydzi się go, oddaje do domu opieki. Cała jej siła to nieprzeciętna inteligencja, która pozwoliła jej stać się osobą znakomicie wykształconą. Co sprawia, dodajmy, że tym bardziej cierpi z braku miłości, bliskości. Ale ma też niepospolitą wyobraźnię, pozwalającą na przeobrażenie się w każdego człowieka i w dowolne zwierzę. To wszystko służy jej do poszukiwania odpowiedzi na najważniejsze, ciągle nurtujące ją pytanie: która z trzech kobiet, sierot społecznych, powierzonych w dzieciństwie na wychowanie jej rodzonej matce, sprawiła, że ta o niej zapomniała?

Widzi ich myśli, życie, żadnej z trzech kobiet nie ma co zazdrościć miłości matki. Wszystkie są głęboko nieszczęśliwe, nie potrafią radzić sobie z życiem. I to nie ich przybrana matka jest winna, ale te, które je urodziły. Na skutek magicznej mocy Desiree muszą one przemyśleć swoje dzieciństwo, próbować znaleźć odpowiedź na pytania, co sprawiło, że ich społeczne sieroctwo tak bardzo zaważyło na ich życiu.

Nie da się streścić tej książki; wciąga, porusza, zmusza do myślenia. Sprawia to znakomite zdiagnozowanie cierpień jednostki i ludzkich losów w dzisiejszym świecie. Zwłaszcza samotności - jednej z podstawowych bolączek naszego świata, szczególnie bogatych krajów, do których należy Szwecja.

Niech nas nie zmyli magia, atmosfera tajemniczości, która z powieści promienieje. To tylko podwyższa atrakcyjność tej lektury. Nic dziwnego, że "Kwietniowa czarownica" otrzymała najwyższą szwedzką nagrodę literacką, stała się też światowym bestsellerem; tylko w Szwecji sprzedano 400 tys. egzemplarzy książki.

Krystyna Karwicka-Rychlewicz

ZAPROSZENIE DO KINA :

Niepełnosprawni - bez rozczulania się, litości i łez

Murderball - gra o życie

 

"Murderball - Gra o życie", w dosłownym tłumaczeniu "Mordercza piłka" - to niewątpliwie jeden z najlepszych filmów, jaki gości na naszych ekranach. Dokument, ale bardziej wciągający niż kryminał czy film psychologiczny. Film młodych amerykańskich filmowców - Henry'ego A. Rubina i Danie A. Shapiro - zaskakuje widza, niektórych zaszokuje, ale nikogo nie zostawi obojętnym!

Pokazuje on zawodników uprawiających jeden z najbardziej brutalnych sportów: rugby. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zawodnikami są niepełnosprawni zawodnicy na wózkach, ofiary wypadków i chorób. Mimo to są w tej konkurencji równie zaciekli i brutalni, narażeni na urazy, jak pełnosprawni rugbiści. A może są nawet bardziej brutalni chociażby dlatego, że walczą na wózkach, które są zbudowane jak czołgi, mogą zrobić sobie większą krzywdę. Ci, którzy mają słaby uchwyt - smarują sobie klejem rękawice, by utrzymać piłkę.

Bohaterom filmu towarzyszymy w drodze od sali gimnastycznej, w której trenują, w ich domach, do paraolimpiady w Atenach.

Nie tylko dynamiczne, emocjonujące sceny sportowej, bezwzględna walka są treścią tego filmu. To ni e tylko rywalizacja walka amerykańskich wielokrotnych mistrzów świata i paraolimpiad o utrzymanie pozycji, z drużyną z Kanady, kierowaną przez Amerykanina, twórcę rugby na wózkach, również niepełnosprawnego, który obrażony na władze amerykańskiego sportu dla niepełnosprawnych, chcące osiągnąć osobisty sukces.

Każdy z zawodników ma inną historię. Poznajemy ich drogę na wózek inwalidzki, problemy emocjonalne, nie ukrywają także tak osobistych spraw, jak relacje z najbliższymi, miłość i seks. Walorem filmu jest też świetna, ostra, pasująca doskonale do obrazu muzyka, bardzo sprawny montaż nie pozwalający widzowi nawet na odwrócenia jego uwagi, na chwilę spokoju

 

Jak podkreślają recenzenci na całym świecie, film przenosi nas do świata niepełnosprawnych zbudowanego na tych samych prawach, jak świat pełnosprawnych, wręcz pełen - paradoksalnie - radości życia. Niektórych może nawet razić bezwzględnością, brutalnością.

To sprawia, że u widza nie wywołuje on litości, rozczulania się, łez. Bohaterowie filmu na to nie pozwolą! Tymczasem w Polsce to nadal uczucia, którymi najczęściej obdarza się osoby niepełnosprawne. Chociażby dlatego należy pochwalić dystrybutora za to, że wprowadził ten film do kin i przygotował kilka kopii. Może on wpłynąć na zmianę stosunku społeczeństwa do niepełnosprawnych w Polsce. Może widz zrozumiej że osobom niepełnosprawnym niepotrzebna litość i łzy, ale stworzenie lepszych niż dotychczasowe możliwości edukacji, pracy, wykorzystania ich głęboko czasem przysypanych niepełnosprawnością talentów, pasji i możliwości.

Film powinni też obejrzeć osoby niepełnosprawne; może on skłonić je do wyjścia z bierności, do aktywnej walki o miejsce w społeczeństwie, po prostu, do aktywnego życia!

Nic dziwnego, że "Murderball" otrzymał niezliczoną ilość nagród, był też nominowany do Oskara.

Na zakończenie przytaczam kilka opinii internautów, którzy już obejrzeli ten film:

"Ekspresyjny dokument, który chce się oglądać. Pozwala otworzyć oczy, serce i duszę na osoby niepełnosprawne. (...) Czy niepełnosprawny sportowiec różni się od pełnosprawnego? Nie! (...) Piękne spojrzenie na sport. (...) REWELACJA!". /razdaw/

"Głęboki film o ludziach takich jak my, którzy poruszają się na maszynach jak z 'Mad-Maxa', ale mają serca i dusze takie jak my. (...) Oglądając go zapominamy, że coś nas różni. Wiele emocji, sama prawda, zero komercji. BRAWO!" /po1/

"W filmie tym odnajdziemy brutalną walkę, zawały serca, poświęcenie i zaskakujące rozstrzygnięcia. Przede wszystkim jednak odnajdziemy w nim optymizm i humor, który często wydaje się być zarezerwowany tylko dla zdrowych, normalnych ludzi." /brodziu/

"Gra o życie... Tak, niepełnosprawni ludzie grają o normalne życie i wygrywają! (...) Wspaniały, wartościowy film o ludziach, którzy chcą po prostu normalnie żyć i żyją". /Rozanki/

Krystyna Karwicka-Rychlewicz

 

Namiętności i włóczęga w rytmie cygańskiej muzyki

Transylwania

 

Porywająca, a zarazem tęskna cygańska muzyka, uczucia tak gwałtowne, że doprowadzają do całkowitej zmiany dotychczasowego życia, wędrówka po bezdrożach kraju zniszczonego wieloletnimi totalnymi rządami - to główne walory pasjonującego filmu "Transylwania".

Jego twórcą jest Tony Gatlif, francuski reżyser, a zarazem piewca kultury cygańskiej. Którego pierwszy film "Gadjo Dilo", nakręcony w Rumunii, był entuzjastycznie przyjęty przez publiczność i krytykę na całym świecie. W innych swoich filmach pokazuje ludzi, którzy poszukując swojego miejsca na ziemi swojej tożsamości, wracają do korzeni.

Krajobrazy w filmie "Transylwania" to część prowincjonalnej postkomunistycznej Rumunii, kraina legendarnego Drakuli. To zrujnowana, naznaczona wieloletnimi rządami komunistycznej dyktatury, pokryta śniegiem kraina biedy, żebraków, a zarazem odwiecznej tradycji wyrażania uczuć żywiołową muzyką, przepełnioną tęsknotą.

Główną bohaterką filmu jest Francuzka o egzotycznej urodzie - Zingarina, która w towarzystwie opiekującej się nią przyjaciółki Marie, przybywa do Rumunii w poszukiwaniu ukochanego. Został on nagle - jak myślała - deportowany do kraju urodzenia. Po długiej wędrówce spotkała go w grupie cygańskich muzyków, ale okazało się, że to nie władze francuskie sprawiły, iż pewnego dnia zniknął on bez słowa pożegnania z życia zakochanej w nim i spodziewającej się jego dziecka dziewczyny.

Spotkanie kończy się brutalnym rozstaniem, odchodząca nieomal od zmysłów dziewczyna odrzuca swoje dotychczasowe życie, ucieka spod opiekuńczych skrzydeł przyjaciółki, zakłada cygański strój i wyrusza w wędrówkę po Transylwanii. Towarzyszem jej staje się paser, przemytnik, człowiek nieźle radzący sobie w życiu, ale równie samotny. Na świat przychodzi dziecko Zingariny, przychodzi też miłość.

Jak pisze krytyk z "Le Monde", historia jest tu jedynie pretekstem dla awanturniczej wyprawy i hymnu na cześć cygańskiej muzyki. Gdzieś na styku fabuły i dokumentu Gatlif tworzy pochwałę dla rytmu i diabelskich tańców, wspólnoty i samotnych ludzi-mieszańców, egzorcyzmów i oczyszczającego transu.

To film, którego nie powinno się przeoczyć.

Krystyna Karwicka-Rychlewicz